CO KUPIĆ DZIECKU NA ŚWIĘTA (czy słodycze to jedyny słuszny prezent?)

Słodki smak jest smakiem pierwotnym – to z nim, jako pierwszym, człowiek styka się tuż po urodzeniu – mleko matki jest słodkie, ponieważ zawiera cukry proste, a te są głównym źródłem energii. Słodkie równa się przetrwanie. Nic więc dziwnego, że tego właśnie smaku szukamy od najmłodszych lat – kiedy dziecko jest głodne, najczęściej sięga po słodycze, bo to bardzo łatwo przyswajalne źródło energii. Zjedzenie czegoś słodkiego bardzo szybko zaspokaja głód, ale też daje ukojenie – podświadomie wracamy bowiem do okresu noworodkowego i niemowlęcego, kiedy to wtulaliśmy się w ramiona karmiącej mamy, czuliśmy jej ciepło i zaspokajaliśmy w ten sposób potrzebę bezpieczeństwa.

Wielu z nas, niestety nieświadomie, a często nawet w dobrej wierze, utrwala w dziecku ten schemat – słodycze na pocieszenie, słodycze jako nagroda, słodycze jako przekąska do szkoły, słodycze (czemu nie owoce?), gdy idzie się do kogoś w odwiedziny, słodycze jako dodatek do prezentu albo „zamiast kwiatka”, wreszcie słodycze jako „szybki zapychacz”, gdy nie mamy pod ręką nic treściwego do zjedzenia. A często też, niestety, słodycze „na odczepkę” – dam dziecku lizak i niech się zajmie…

To dziecko, już jako dorosły, ma utrwalony właśnie taki schemat. Jak myślisz – w jaki sposób nagrodzi się Jan, który jako Jaś był nagradzany batonikiem?      Jak ukoi swe nerwy, stres czy smutek Małorzata, jeśli jako Małgosia dostawała w takich sytuacjach lizak?

Mam w gabinecie wielu pacjentów, którym do głowy nie przyjdzie, że zamiast batonika można wziąć ze sobą do pracy garść orzechów. Albo że zamiast słodkiego serka czy jogurtu owocowego (z ogromem cukru w swym składzie) można zjeść własnoręcznie przygotowany koktajl owocowy na bazie jogurtu naturalnego czy kefiru. Liczni są też ci, którzy zamiast kanapki wolą wziąć ze sobą ładnie opakowany rogalik z cyfrą w nazwie. Bo łatwiej kupić niż samemu przygotować. Bo długo może leżeć i się nie zepsuje tak, jak kanapka (hmm… Pomyślałeś dlaczego?). Wielu mam pacjentów, którzy stres zajadają właśnie słodyczami i wielu takich, dla których słodycze to jedyna słuszna nagroda. Zjedzenie ich daje przyjemność, bo pobudzają ośrodek nagrody w mózgu, prowokując wydzielanie hormonów szczęścia, tzw. endorfin (piszę na ten temat w artykule „Dlaczego (ciągle) czuję zmęczenie”) i dlatego uzależniają.

Starsi pamiętają, że słodycze były kiedyś w naszym kraju towarem deficytowym. Jeśli popatrzymy na to z perspektywy czasu, nie było to wcale takie złe. Jednak wtedy też wyrobiło się w nas przekonanie, że jeśli są deficytowe, to i cenne, dlatego też podarowanie ich w prezencie było wyrazem hojności.

A ważne wydarzenia w życiu? Tort na urodziny – jakżeby inaczej! Róg obfitości (pospolita na Śląsku „tyta” na rozpoczęcie nauki w szkole) – też wypełniony słodyczami. A im większy, tym lepszy.

Jak podkreślam w wielu swoich artykułach – wszystko jest dla ludzi, więc nie jestem zagorzałą przeciwniczką słodyczy. Ale czy słodycze to naprawdę jedyny słuszny prezent dla dziecka? Dlaczego wybieramy akurat to?

Być może dlatego, że sami byliśmy tak nauczeni. A może dlatego, że często ulegamy urokowi ładnego opakowania lub reklamie? No bo pomyśl, jak przedstawiani są w reklamach ludzie jedzący słodycze – jako smutni? Zgorzkniali? Z próchnicą zębów? Cukrzycą? Otyli? Czy raczej nieskończenie szczęśliwi, radośni, odpływający w sferę swoich marzeń, mający maksimum energii i odnoszący sukcesy?

Czytasz skład rogalika, batonika, żelków, kolorowych cukierków, czekoladowych Mikołajów zanim włożysz je do koszyka z zakupami i z zamiarem podarowania dziecku? Nie? To, proszę, zacznij – wtedy tak naprawdę uświadomisz sobie, ile różności mogą w sobie zawierać. I błagam – zwróć uwagę na kalorie (pod artykułem zamieściłam krótkie porównanie kaloryczności czekoladowego Mikołaja z suszonymi owocami).

Jeśli jednak dalej chcesz kupić dziecku coś słodkiego, nie kieruj się ceną, lecz składem – im krótszy, tym bezpieczniej. Przy okazji weź pod uwagę, że owoce, rodzynki, suszone morele, daktyle, figi też są słodkie, ale zawierają mnóstwo cennych składników.

I wiesz co jeszcze? Zrób sobie projekcję, jakie za kilka/kilkanaście lat będzie zdrowotnie Twoje dziecko i jakich może dokonywać wyborów, gdy nauczysz je jeść owoce i chrupać warzywa, a jakich, gdy będziesz utrwalać w nim schemat, że słodycze to coś wyjątkowego i dobrego na wszystko.

Mikołaj i święta już niedługo – zatrzymaj się na chwilę i zapytaj siebie – czy chcesz wybierać mądrze i z miłością do swojego (i czyjegoś też) dziecka?

Ps. Zgodnie z obietnicą, jaką złożyłam wcześniej, przedstawiam krótkie porównanie:

dla przykładu jeden 100-gramowy Mikołaj z czekolady ma ok. 550 kcal. To mniej-więcej tyle samo, co 200 gramów (6 garści) rodzynek, 165 gramów (5 garści) suszonej żurawiny, 190g (4 garści) daktyli, 180g (2 garści) suszonych moreli. Wszystkie wymienione też są słodkie, ale oprócz kalorii dostarczają również witamin i składników mineralnych.

Gdyby porównać z owocami i warzywami: 550 kcal dostatrcza: 1,2 kg mandarynek, 1,1 kg jabłek, 0,6 kg bananów (ok. 4 dużych sztuk), 1,2 kg   (5 sztuk) pomarańczy, 1,7 kg marchwi.

Zastanów się zatem najpierw, co będzie bardziej służyć zdrowiu Twojego dziecka, a dopiero potem pójdź na zakupy. Trzymam kciuki!