CZY PRZYTYJESZ W TE ŚWIĘTA?

Zostaw! To na święta!

Zjedz, bo się zmarnuje…

Znasz to?

Najpierw szaleństwo zakupowe, bo przecież to już niedługo, bo potem nie będzie czasu, bo potem nie będzie w sklepie (czemu ci ludzie tyle kupują???), bo jeśli kupię teraz i zjemy, to na święta nie wystarczy. A potem poczucie, że za dużo, że niepotrzebnie, że się zmarnuje…

Dlaczego tak działamy?

Ponieważ w takich sytuacjach uruchamia się nasza podświadomość. A święta to czas, który lubi większość z nas, dlatego tak bardzo wyczekiwany. I mam tu na myśli nie tylko wzgląd na spotkania rodzinne i tę swoistą magię, ale również fakt, że mamy wtedy możliwość zwolnić, odpocząć, wyspać się                        i najzwyczajniej w świecie robić NIC. I to jest powód, dla którego chcemy poczuć atmosferę tych świąt jak najszybciej. Więc gdy tylko na półkach sklepowych pojawiają się pierwsze świąteczne artykuły, mamy nieodpartą potrzebę, żeby je kupić. W dodatku ta muzyka i wystrój w sklepach… Ach, w jaki cudowny nastrój nas wprawiają… A wiadomo, że w takim nastroju kupuje się o wiele chętniej i o wiele więcej…

No i te reklamy… Każdy w reklamie taki radosny, pogodny, szczęśliwy… pragniemy, by ta radość stała się i naszym udziałem – dlatego kupujemy, kupujemy, kupujemy… Prezenty (o prezentach w formie słodyczy przeczytasz w innym artykule na tej stronie), ozdoby, słodycze, napoje, jedzenie.

Jako dietetyk chciałabym skupić się na tym ostatnim – daniach świątecznych, które kuszą swoim zapachem, wyglądem, smakiem i wyjątkowością.

Są potrawy, na które czekamy cały rok – dlatego chętnie je nabywamy. Kupujemy również produkty niezbędne do ich przygotowania. Niestety, bardzo często w nadmiarze… Bo przecież ktoś może nas niespodziewanie odwiedzić. Bo przecież sklepy będą zamknięte. Bo przecież lepiej mieć, niż nie mieć. Poza tym – przecież w ciągu roku tak wiele sobie odmawiamy, dlaczego więc w święta nie mamy sobie pofolgować?

Wiele osób dbających o linię obawia się, że święta to czas, kiedy na pewno przytyją. Przecież na stołach tyle pyszności (zadbaliśmy o nie) – któż by się im oparł? Tymczasem dwa dni świąteczne to za mało, żeby znacząco wzrosła nam ilość tkanki tłuszczowej. Dlaczego? Ponieważ, aby zyskać dodatkowy kilogram tkanki tłuszczowej, trzeba byłoby dostarczyć organizmowi nadwyżkę energii w wysokości 7 tysięcy kilokalorii! Czyli na przykład zjeść 3 kilogramy uszek z kapustą. Albo ponad kilogram orzechów włoskich. To fakt, że w święta zjadamy więcej niż zwykle, ale przyrost masy ciała widoczny na wadze jest po prostu skutkiem wypełnienia jelit większą ilością treści oraz wzrostem ilości wody w organizmie. Po upływie tych dwóch dni wszystko stopniowo powinno wracać do normy. Chyba, że (tak, jak napisałam wyżej) święta zaczynamy już kilka lub kilkanaście dni wcześniej, podjadając pyszne smakołyki przygotowane na świąteczny stół. A po świętach? No cóż… Po świętach zjadamy to, co zostało, bo przecież nie może się zmarnować… I tak dokładamy sobie kolejne dni obżarstwa. A potem nadchodzi Sylwester i Nowy Rok – kolejne dni obfitujące w jedzenie i trunki (o wypitych kaloriach przeczytasz w innym artykule na tej stronie). A po nich znów dojadamy resztki. A potem nadchodzi Trzech Króli i znów historia się powtarza…

            Niestety, wielu z nas święta Bożego Narodzenia zaczyna w Mikołaja a kończy w Trzech Króli. W tak długim czasie z pewnością można sobie dołożyć niejeden kilogram tkanki tłuszczowej…

Czy jest zatem jakieś wyjście? Masz jakiś pomysł?

Pamiętać o aktywności fizycznej? – oczywiście, jak najbardziej, w miarę możliwości.

Kupować mniej? Też dobry pomysł. Ale mniej WSZYSTKIEGO. Słodyczy, napojów, jedzenia. Przecież wiesz, że ilość, to nie wszystko, liczy się przecież smak świątecznych potraw, sposób ich podania, osoby, z którymi je spożywasz… I wiesz również, że lepiej mieć niedosyt, niż przesyt. Jedzenie, szczególnie świąteczne potrawy, powinno nas cieszyć, a nie przytłaczać. Warto więc przygotowywać mniejsze porcje i nimi się delektować – przyglądając im się, napawając ich zapachem  i smakiem po to, by za rok znów powrócić do tego, na co tak długo i z utęsknieniem czekaliśmy…