POSTANOWIENIA NOWOROCZNE I DIETA CUD?

Ktoś kiedyś powiedział, że jak nie masz w głowie, to masz w biodrach – zgadzasz się z tym?

Albo – „Nowy Rok – Nowa Ja!” – znasz to postanowienie? I co – udawało się? Odpowiem pytaniem: gdyby udało się za pierwszym razem, to czy w kolejnych latach obiecywałabyś sobie to samo?

„W tym roku to już na pewno dam radę!” – powiesz. Jasne… Mając za sobą kolejne porażki, kolejne doświadczenia, że znów poszło nie tak, jak sobie postanowiłaś, w tym roku na bank dasz radę… Na 200% Ci się uda…

Czujesz ironię? To dobrze. Bo większość postanowień noworocznych jest psu na budę. Dlaczego? Ponieważ najczęściej są niewykonalne. Bo w postanowieniach tych, miast zadbać o siebie, tylko sobie dowalasz. Nie dość, że często doświadcza Cię życie, to na dokładkę, jakby tego było Ci mało, dokopujesz sama sobie. Czym? Najczęściej dietami, bo przecież priorytetem jest schudnąć… Nie stopniowo modyfikować swój sposób odżywiania na taki, który sprzyja zdrowiu. Nie wdrożyć choćby najmniejszą aktywność fizyczną. Wszystko od razu trzeba na maxa – zero-jedynkowo. I dlatego właśnie nie wychodzi. Jednocześnie nie potrafsz wybaczyć sobie, że dziś, z powodu braku sił, po prostu odpuściłaś katorżniczy trening. Bo z powodu napadu głodu po drastycznej głodówce pochłonęłaś ilość jedzenia przeznaczoną na cały tydzień.

Pomyśl, dlaczego odpuściłaś? Zastanów się, dlaczego pochłonęłaś na jednym posiedzeniu taką ilość jedzenia? Daj sobie kilka minut i odpowiedz (szczerze) na te dwa pytania…

Może po prostu postawiłaś sobie niewłaściwe cele?

Nie jesteś cyborgiem – nie dowalaj sobie od razu na maxa! Zweryfikuj, co zawsze postanawiasz i odpowiedz na pytanie, czy wychodzi. Jeśli nie, to z jakiego powodu. Następnie sformułuj kolejne/nowe cele, tylko tym razem zrób to inaczej – tak, by były osiągalne, możliwe do wykonania, żebyś, realizując je, czuła przyjemność a nie przymus i presję, żebyś widziała postępy, bo to one dodadzą Ci skrzydeł i wzbudzą lub podtrzymają Twoją wewnętrzną motywację. I co ważne – wyznacz sobie temin. KONKRETNY termin. Nie „od jutra”, nie „od poniedziałku”, nie „będę biegać/ćwiczyć”, tylko: w poniedziałki, środy i soboty przed kolacją zrobię 15-minutowy marsz na świeżym powietrzu/poćwiczę 15 minut na orbitreku/… (tu wpisz to, co lubisz). Nie zakładaj sobie od razu codziennego 60-minutowego treningu – zostaw sobie przestrzeń na regenerację sił i nabieranie kondycji. A jeśli uda Ci się ktoregoś dnia poćwiczyć 20 minut zamiast 15, to będziesz mieć poczucie sukcesu, że dałaś radę wiecej niż założyłaś, a nie porażki, jaką czułaś, gdy odpuszczałaś kolejny 60-minutowy kiler…

A dieta – cud? Ile razy próbowałaś? (policz, jeśli jesteś w stanie zliczyć)

I co – na długo dawała efekt?

Nie?

No co Ty – serio?

Ale czemu?

Nie wiesz?

Bo NIE MA czegoś takiego, jak dieta-cud! Diety nie działają – działa zmiana stylu życia, w tym nawyków żywieniowych.

Pamiętaj, że odchudzanie to PROCES, często długotrwały, polegający przede wszystkim na (uwaga!) zmianie sposobu myślenia! Absolutną nieprawdą jest, że aby schudnąć, musisz katować się głodówkami i Bóg wie jakimi treningami! Nawet, jeśli uda Ci się wytrzymać cały dzień o jednym jabłku i liściu sałaty przez kilka dni czy tygodni (tak, są i tacy twardziele i, bynajmniej, nie żółwie), to efekt, jaki osiągniesz będzie krótkotrwały. Matka Natura upomni się o swoje a Ty nadrobisz utracone kilogramy (a nawet zyskasz większą ich ilość) szybciej, niż się spodziewałaś.

To co mogę jeść? – zapytasz

Zgadnij, co Ci odpowiem…

WSZYSTKO! Pod warunkiem, oczywiście, że Twój stan zdrowia na to pozwala (istnieją choroby/dolegliwości, przy których bezwzględnie należy wykluczyć z diety pewne składniki).

Nie daj się po raz kolejny zwieść dietami eliminacyjnymi, tym, że musisz przez jakiś czas zrezygnować z jakieś grupy produktów, bo tylko wtedy schudniesz. Może i schudniesz, ale co dalej? Co będzie, gdy wrócsz do jedzenia tego, co wyeliminowałaś? Czy na początku drogi z tą dietą ktoś Ci o tym wspominał? Ktoś powiedział uczciwie, że, eliminując jakieś produkty, narażasz się na niedobory niezbędnych składników? Czy może proponował coś w zamian? Coś, czym zastąpisz to, z czego zrezygnowałaś, by schudnąć?

Powtórzę zatem – jeśli Twój stan zdrowia na to pozwala, możesz jeść wszystko, lecz w odpowiednich ilościach i proporcjach.

Jeżeli dopieścisz swój organizm pysznościami (oczywiście bez przesady), z których cały czas rezygnowałaś (skutecznie?), jeśli, zamiast głodówek i katorżniczych trenigów, za cel postawisz sobie zmianę nawyków żywieniowych i stylu życia, z całą pewnością poczujesz się szczęśliwsza. A szczęśliwemu człowiekowi łatwiej dążyć do wyznaczonego celu. I może się okazać, że „efektem ubocznym” zmiany stylu życia będzie redukcja nadmiaru tkanki tłuszczowej, z którą tak długo nie mogłaś sobie poradzić. A nawet, jeśli nie zredukujesz jej tyle, ile byś chciała, to, będąc szczęśliwszą, bardziej łaskawym okiem spojrzysz na samą siebie i swoje ciało.

To jak – może tym razem postanowisz sobie, że od Nowego Roku po prostu będziesz dla siebie dobra?

Zróbmy wspolnie takie wyzwanie – wchodzisz w to?